Ostatnio trafił w moje posiadanie wyjątkowy album będący zbiorem fotografii przedstawiających polskie dwory. Ich autor, Stanisław Markowski, szeroko potraktował temat fotografując nie tylko budynki, w których mieszkali właściciele ziemscy, lecz także towarzyszące im zabudowania stajenne, rozległe parki z malowniczym starodrzewem, pola uprawne oraz urocze, przydrożne kapliczki.
Nie ukrywam, że moje największe zainteresowanie, z racji olbrzymiej pasji i wykonywanego zawodu, wzbudziły zdjęcia ukazujące wnętrza dworów. Znajdziemy tu klasykę, czyli na ścianach kilimy i rodzinne galerie konterfektów w złotych ramach, a także wiekowe obrazy olejne przedstawiające pejzaże. Meble "z duszą" przekazywane z pokolenia na pokolenie, a wśród nich: serwantki, sekretarzyki, duże stoły, ale również te malutkie, pełne bibelotów. Wszystko to tworzy bardzo przytulny, swojski klimat emanujący ciepłem domowego ogniska i tradycyjną, polską gościnnością.
Jest coś niezwykle uczuciowego w naszym nastawieniu do dawnych dworów i szlacheckich zwyczajów, które wówczas panowały, coś co wyzwala poczucie więzi i bezpieczeństwa. Prawdopodobnie dlatego, mimo upływu lat, wnętrza w dworskim stylu nie tracą na popularności i są często inspiracją do aranżacji współczesnych domów, a nawet mieszkań. Warto zwrócić uwagę na sposób w jaki autor przedstawił wnętrza dworów. Odnosi się wrażenie, że oglądamy zwykłe codzienne życie, a takie zdjęcia lubię najbardziej.
Nawet jeśli nie czujecie się znawcami polskiej zabudowy dworskiej to mogę się założyć, że kilka umieszczonych w albumie dworów na pewno już widzieliście, gdyż brały udział w ekranizacjach filmowych. Zajmujący honorowe miejsce na okładce, przepiękny klasycystyczny, dwór w Turowej Woli wcielił się w rolę Soplicowa z "Pana Tadeusza" w reżyserii Andrzeja Wajdy. Ten sam dwór posłużył też jako scenografia filmu "Nad Niemnem" i serialu "1920. Wojna i Miłość", a w tym roku mogliśmy go oglądać w filmie "Wyklęty". Kręcono tutaj także sceny do filmów: "Panna z mokrą głową", "Widziadło", czy "Panny i wdowy". Jak widać XIX-wieczny dwór z charakterystycznym okrągłym okienkiem w tympanonie frontonu przypadł do gustu filmowcom.
Kolejnym, który poznał smak planu filmowego, był drewniany dwór w Sokulach (str. 132-133). W XIX wieku należał do Łubieńskich, potem do Sobańskich. Obecny właściciel przeprowadził jego gruntowną restaurację. Gdy Stanisław Markowski robił zdjęcie do albumu dach nie był jeszcze pokryty wiórem z osikowego drewna, a elewacje nie były pobielone, dlatego zatrzymany w kadrze dwór w Sokulach wygląda zupełnie inaczej niż w serialu "Ranczo". Ten sam dwór brał też udział w zdjęciach do "Nocy i dni".
Album "Polski Dwór" to obowiązkowa pozycja dla wszystkich, którzy interesują się dawną architekturą, którzy budują dwór lub odrestaurowują stary. Gorąco polecam!
Album "Polski Dwór" + kolorowa mapa
Autor: Stanisław Markowski
Wydawnictwo: AA
Ilość stron: 194
Okładka twarda.
Format: A4
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DWÓR. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą DWÓR. Pokaż wszystkie posty
sobota, 28 października 2017
ALBUM "POLSKI DWÓR" STANISŁAWA MARKOWSKIEGO
Etykiety:
ALBUM,
ARCHITEKT,
DOBRE PROJEKTY,
DOM,
DWÓR,
FOTOGRAFIA,
GDAŃSK,
KSIĄŻKA,
POLSKI DWÓR
wtorek, 9 lutego 2016
DOWNTON ABBEY - PORCELANĘ PODAJEMY W BIAŁYCH RĘKAWICZKACH
Spotkałam się ze stwierdzeniem, że "Downton Abbey" to serial o jedzeniu. Jeżeli weźmiemy pod uwagę to, że akcja rozgrywa się w rytm przygotowywanych przez służbę posiłków i, że przy produkcji zatrudniono Lisę Heathcote, stylistkę jedzenia, która dbała o oszałamiający wygląd wielodaniowych, dworskich obiadów, to rzeczywiście można się z tym zgodzić.
W książce Sarah Warwick pt. "Upstairs & downstairs" czytam, że menu obiadowe dla 20 osób z angielskiej klasy możnej czasów edwardiańskich kosztowało około 60 funtów, czyli dwukrotne miesięczne wynagrodzenie pokojówki, i składało się z ośmiu dań. Degustację zaczynano od ostryg i duszonego pstrąga, potem wnoszono zupy i mięsiwa (na przykład pieczony comber barani), kończono zaś tartą wiśniową oraz brzoskwiniami w galaretce Chartreuse. Uf... Kto dziś dałby radę? Ale wówczas lordowskiej rodzinie trzydaniowych obiadów jeść zwyczajnie nie wypadało.
Każde danie serwowano zaczynając od najważniejszego męskiego gościa. Ruch talerzy wokół stołu odbywał się z prawa na lewo, a zużyte naczynia zabierano z lewej strony każdej osoby. I wreszcie zbliżamy się do wyjaśnienia tytułu dzisiejszego wpisu. Uwaga: każdy lokaj podający do stołu musiał posiadać białe rękawiczki. Jeśli ich nie miał powinien owinąć kciuk serwetką, aby stawiając danie nie zostawić odcisku palca na żadnej części talerza.
A tak na marginesie, wiedzieliście, że w Holandii istnieje elitarna szkoła dla kamerdynerów The International Butler Academy? Trudno wręcz uwierzyć, że w tych czasach zawód kamerdynera może być dochodowy i, że w ogóle przyciąga osoby swoją atrakcyjnością. A jednak… Ale to już temat na zupełnie inną historię...
Jeśli interesuje Was temat dworu Downton Abbey to zapraszam do przeczytania dwóch poprzednich wpisów:
W książce Sarah Warwick pt. "Upstairs & downstairs" czytam, że menu obiadowe dla 20 osób z angielskiej klasy możnej czasów edwardiańskich kosztowało około 60 funtów, czyli dwukrotne miesięczne wynagrodzenie pokojówki, i składało się z ośmiu dań. Degustację zaczynano od ostryg i duszonego pstrąga, potem wnoszono zupy i mięsiwa (na przykład pieczony comber barani), kończono zaś tartą wiśniową oraz brzoskwiniami w galaretce Chartreuse. Uf... Kto dziś dałby radę? Ale wówczas lordowskiej rodzinie trzydaniowych obiadów jeść zwyczajnie nie wypadało.
Każde danie serwowano zaczynając od najważniejszego męskiego gościa. Ruch talerzy wokół stołu odbywał się z prawa na lewo, a zużyte naczynia zabierano z lewej strony każdej osoby. I wreszcie zbliżamy się do wyjaśnienia tytułu dzisiejszego wpisu. Uwaga: każdy lokaj podający do stołu musiał posiadać białe rękawiczki. Jeśli ich nie miał powinien owinąć kciuk serwetką, aby stawiając danie nie zostawić odcisku palca na żadnej części talerza.
A tak na marginesie, wiedzieliście, że w Holandii istnieje elitarna szkoła dla kamerdynerów The International Butler Academy? Trudno wręcz uwierzyć, że w tych czasach zawód kamerdynera może być dochodowy i, że w ogóle przyciąga osoby swoją atrakcyjnością. A jednak… Ale to już temat na zupełnie inną historię...
Miłego dnia!
DOWNTON ABBEY - ANGIELSKA PORCELANA STAFFORD WHITE
DOWNTON ABBEY- JAK DBANO O PORCELANĘ?
Etykiety:
ANGIELSKA PORCELANA,
ANGIELSKI STYL,
ANGLIA,
ARANŻACJA WNĘTRZ,
DOBRE PROJEKTY,
DOBRE PROJEKTY - BLOG,
DOWNTON ABBEY,
DWÓR,
FILM,
STYLIZOWANY
niedziela, 7 lutego 2016
DOWNTON ABBEY - JAK DBANO O PORCELANĘ? / DOWNTON - HOW DID THEY CARE FOR PORCELAIN DINNERWARE?
Gdy wybieramy porcelanę do użytku codziennego ważne jest, żeby była łatwo dostępna i jej wzór kontynuowany przez dłuższy czas. Wtedy w razie potrzeby można w każdej chwili uzupełnić powstałe na skutek stłuczeń braki.
A jak radzono sobie z uszkodzeniami porcelany na angielskich dworach edwardiańskich wielkości Downton?
Prawdopodobnie uszczerbienia i zbicia naczyń były dość częste, dlatego po pierwsze - wybierano wzory z rodzimych wytwórni, po drugie - starano się zminimalizować szkody oddzielając mycie delikatnej porcelany i szkła od naczyń dla służby, garnków i patelni. Po skończonym posiłku niektórzy lokaje i pokojówki pomagali swoim panom w popołudniowej zmianie stroju, inni lokaje zaś zajmowali się sprzątaniem ze stołu i zanoszeniem porcelany do odrębnego pomieszczenia kuchennego, gdzie była ona myta, suszona, a następnie liczona. Pamiętacie znakomity "Gosford Park" Roberta Altmana ze słynną sceną liczenia noży? Jeśli zginął złocony talerz, na przykład taki jak Stafford white (klik), lub choćby jeden element stołowego srebra - przeszukiwano pokoje służby. W międzyczasie porcelanową zastawę i srebra zamykano w kredensie.
Na koniec tylko dodam, że moją ulubioną porcelanę myję w domu tylko ja. Nikt inny nie chce tego robić bojąc się, że przypadkiem mogłaby się uszkodzić. A jak to wygląda u Was?
A jak radzono sobie z uszkodzeniami porcelany na angielskich dworach edwardiańskich wielkości Downton?
Prawdopodobnie uszczerbienia i zbicia naczyń były dość częste, dlatego po pierwsze - wybierano wzory z rodzimych wytwórni, po drugie - starano się zminimalizować szkody oddzielając mycie delikatnej porcelany i szkła od naczyń dla służby, garnków i patelni. Po skończonym posiłku niektórzy lokaje i pokojówki pomagali swoim panom w popołudniowej zmianie stroju, inni lokaje zaś zajmowali się sprzątaniem ze stołu i zanoszeniem porcelany do odrębnego pomieszczenia kuchennego, gdzie była ona myta, suszona, a następnie liczona. Pamiętacie znakomity "Gosford Park" Roberta Altmana ze słynną sceną liczenia noży? Jeśli zginął złocony talerz, na przykład taki jak Stafford white (klik), lub choćby jeden element stołowego srebra - przeszukiwano pokoje służby. W międzyczasie porcelanową zastawę i srebra zamykano w kredensie.
Na koniec tylko dodam, że moją ulubioną porcelanę myję w domu tylko ja. Nikt inny nie chce tego robić bojąc się, że przypadkiem mogłaby się uszkodzić. A jak to wygląda u Was?
Miłego dnia!
Etykiety:
ANGIELSKA PORCELANA,
ANGIELSKI STYL,
ANGLIA,
DOBRE PROJEKTY,
DOBRE PROJEKTY - BLOG,
DOWNTON ABBEY,
DWÓR,
FILM,
HISTORIA,
PORCELANA,
PORCELANA KOSTNA
Subskrybuj:
Posty (Atom)



