W książce Sarah Warwick pt. "Upstairs & downstairs" czytam, że menu obiadowe dla 20 osób z angielskiej klasy możnej czasów edwardiańskich kosztowało około 60 funtów, czyli dwukrotne miesięczne wynagrodzenie pokojówki, i składało się z ośmiu dań. Degustację zaczynano od ostryg i duszonego pstrąga, potem wnoszono zupy i mięsiwa (na przykład pieczony comber barani), kończono zaś tartą wiśniową oraz brzoskwiniami w galaretce Chartreuse. Uf... Kto dziś dałby radę? Ale wówczas lordowskiej rodzinie trzydaniowych obiadów jeść zwyczajnie nie wypadało.
Każde danie serwowano zaczynając od najważniejszego męskiego gościa. Ruch talerzy wokół stołu odbywał się z prawa na lewo, a zużyte naczynia zabierano z lewej strony każdej osoby. I wreszcie zbliżamy się do wyjaśnienia tytułu dzisiejszego wpisu. Uwaga: każdy lokaj podający do stołu musiał posiadać białe rękawiczki. Jeśli ich nie miał powinien owinąć kciuk serwetką, aby stawiając danie nie zostawić odcisku palca na żadnej części talerza.
A tak na marginesie, wiedzieliście, że w Holandii istnieje elitarna szkoła dla kamerdynerów The International Butler Academy? Trudno wręcz uwierzyć, że w tych czasach zawód kamerdynera może być dochodowy i, że w ogóle przyciąga osoby swoją atrakcyjnością. A jednak… Ale to już temat na zupełnie inną historię...
Miłego dnia!



