Jej autor jest Australijczykiem i jak można się domyślać właśnie ta pozycja pozwala mu na obiektywne przedstawienie wydarzeń i kluczowych postaci skandynawskiego regionu. Nie pisze o Szwecji, Danii, Norwegii i Finlandii z tak częstym dla Europejczyków podziwem dla zamożnej i odnoszącej sukcesy Północy. Podoba mi się porównanie, że Tony Griffiths jest tym dla Skandynawii, kim dla Polaków Walijczyk Norman Davis, zakochany w historii naszego kraju.
Ostatnie 200 lat wydarzeń, polityki i kultury przedstawione są z lekkością i dowcipem. Autor wplata anegdoty i biografie sławnych artystów, przemysłowców i intelektualistów z północnej Europy.
Polski wydawca opatrzył okładkę podpisem „od Napoleona do Stiega Larssona”. Od razu powiem fanom autora „Millenium", że na próżno szukać o nim w książce choćby wzmianki. Jego talent uzyskał rozgłos już po ukończeniu pisania przez Griffiths'a książki.
Czytamy też o walce ze stereotypami, które narosły wokół Skandynawów „że Finowie to kłótliwi nożownicy, z którymi nie sposób się dogadać, Szwedzi - pewni siebie pyszałkowie i introspektywni materialiści, że Norwegowie są rozproszoną grupą tępych, purytańskich alkoholików, a Duńczycy - jeżdżącymi na rowerach entuzjastami pornografii".
Cały czas nie mogę przekonać się do szmaragdowego koloru widocznego na okładce. Kojarzy się szybciej z gorącymi wyspami na Morzu Śródziemnym niż z chłodną Skandynawią. Widziałabym tu raczej zimne, subtelne odcienie błękitów i szarości.
Podsumowując książkę jednym zdaniem - kształcąca i godna polecenia dla wszystkich, którzy bardziej interesują się tematem. Dzieli nas zaledwie morze, a jeszcze ciągle tak niewiele wiemy o naszych północnych sąsiadach.
Tony Griffiths „Skandynawia. Wojna z trollami", przeł. Barbara Gadomska, Wydawnictwo AMF, Warszawa 2011, s. 374












