sobota, 13 lipca 2013

FUN RUN - CZY RZECZYWIŚCIE BIEGACZE SĄ SZCZĘŚLIWSI?

Ludzki organizm podczas biegu produkuje endorfiny, których działanie można porównać do opium. Oto jak stan "euforii biegacza" opisała Joanna Bator, pisarka, badaczka kultury i biegaczka: "Kiedy przestałam myśleć o koordynacji i zaczęłam po prostu biec? Padał wtedy pierwszy śnieg i był dzień powszedni, bo ścieżka, ludna w weekendy, ciągnęła się przede mną pusta. Stał się cud - biegłam tak, jakbym leciała wśród wirujących płatków. Znalazłam się w połowie drogi do Powsina, co stanowiło nie lada wyczyn. Bez zadyszki, bez kolki przebiegłam swoje pierwsze pięć kilometrów! Śnieg wciąż padał i tylko wrony były świadkami mojego sukcesu. To, co czułam, to były chyba właśnie te osławione endorfiny. Przypływ siły i radości. Młodość! Można wybotoksować sobie twarz, a i tak nie poczuje się tak młodo jak wówczas, gdy biegnie się w śniegu i uśmiecha, pokazując kurze łapki. Niektórzy terapeuci bieganiem leczą depresję i alkoholizm. Każdy może w ten sposób wydobrzeć z pospolitej chandry albo odreagować trudny dzień. Po pierwszej biegowej euforii całą zimę przebiegałam. Wracałam do domu mokra, zabłocona i szczęśliwa."

Nie ma prostszego i tańszego sposobu, aby poprawić zdrowie, ogólną kondycję i zrzucić zbędne kilogramy. Nie trzeba przynależeć do żadnej "świątyni mięśni", nie potrzebny jest prywatny trener, wystarczy po prostu biec przed siebie. To wszystko!

Collage z materiałów Alt For Damerne.

Nie biegałam od wtorku i już nie mogę doczekać się powrotu do codziennego przemierzania mojej trasy. Spotykam na niej coraz więcej biegaczy. Niektórych kojarzę już z widzenia. Pozdrawiamy się uśmiechem.

Udanej soboty!

21 komentarzy:

  1. Tak wlasnie jest! Dokladnie tak:-)
    Biegaj Kasiu biegaj!:-))

    OdpowiedzUsuń
  2. :))) faktycznie, energia mnie rozpiera:)))

    OdpowiedzUsuń
  3. Kasiu, widzę, że wpadłaś po same uszy! ale to bardzo zdrowy nałóg:) Ja mam przymusową przerwę, wracam do biegania dopiero za tydzień...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu, ja przymusową przerwę miałam właśnie od wtorku. Szkoda trochę, bo pogoda była rewelacyjna. Mam nadzieję, że dzisiaj nie będzie padać.

      Usuń
  4. oj tak, beganie wciąga.....wiem coś o tym...

    OdpowiedzUsuń
  5. oo coś dla mojego męża, ja niestety przez problemy z kolanem biegać nie mogę.

    OdpowiedzUsuń
  6. Widzę Kasia, że zawzięłaś się :)
    Mnie też od jakiegoś czasu udaje się biegać systematycznie, mam teraz dwudniową przerwę, bo moja współbiegaczka rozchorowała się, ale mam nadzieję, że już jutro wrócimy na trasę ;)

    udanej niedzieli,
    Marta

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, Marta, można tak powiedzieć, że się zawzięłam ;)
      Bieganie to moja kolejna pasja po mojej rodzinie i projektowaniu oczywiście :)
      Trening w towarzystwie to dodatkowa motywacja, bo kiedy się już umówisz to trudno nie wyjść.

      Udanej niedzieli!

      Usuń
  7. Witam.
    jestem wierną, ale cichą fanką tego bloga i uwielbiam każdy post w nim zamieszczony.
    Ja biegam od roku w miarę regularnie choć z momentami zastoju, a pierwsze biegowe kroki pokonałam w marcu 2012r. jeszcze dwa lata temu nie mogłam przebiec kilometra, po prostu nie umiałam oddychać i zaraz łapałam zadyszkę. teraz biegam 10,12 km i jestem mega szczęśliwa. Odkąd biegam wiem, że jestem w stanie zrobić wszystko jeśli tylko zechcę, jestem pewniejsza siebie i po prostu szczęśliwa. Słowa Pani Joanny są cudowne i zgadzam się w 100%. Ja nie zapomnę jak jesienią, w niedzielne południe pobiegłam do lasu. Przez drzewa przebijalo słońce, gdzies w oddali śpiewał ptaszek, a ja nie mogłam się nie zatrzymać. nigdy żaden widok nie wzbudził we mnie tylu emocji. Miałam ochotę tanczyć, śpiewać i tam zostac na zawsze. Uwielbiam biagać w deszczu i śniegu, uwielbiam tę godzinę sam na sam z samą sobą, uwielbiam zwłaszcza ostatnie minuty biegu. polecam kazdemu

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak miło przeczytać taki komentarz na początku dnia. Dziękuję bardzo, bardzo!
      Świetny opis. Biegasz 10-12 km? Podziwiam.
      Podobno "euforii biegacza" nie doświadczają żółtodzioby, więc ja jeszcze czekam :) Pierwszy bieg 15 czerwca był dla mnie nie lada wyzwaniem, ale grunt to się nie poddawać. Z upływem czasu każdy kolejny trening okazywał się być coraz łatwiejszy, a pokonana trasa wcale nie taka długa jak się na początku wydawało. Zgadzam się z Tobą, że bieganie daje duże poczucie pewności i wrażenie, że wszystko zależy tylko ode mnie. W moim przypadku dodatkowo totalnie zmieniło mój dotychczasowy styl życia.

      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
  8. A ja jakoś nie potrafię się zmobilizować do biegania:( Potrzebny mi chyba jakiś impuls. Może Twój opis biegu w śniegu?-bardzo inspirujący.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zacytowałam opis Joanny Bator - pisarki i biegaczki.
      Bardzo motywujący!
      Pozdrawiam.

      Usuń
  9. Dzień dobry,
    gratuluję Kasiu! Myślę, iż wszystko zależy od motywacji, opanowania techniki i systematyczności.
    Moja córka biega prawie każdego dnia ogromne dystansy i jestem z niej baaardzo dumna. Pobiegła w półmaratonie
    warszawskich a teraz ma chęć na pełny maraton i właśnie się przygotowuje.
    Ja jestem na etapie marszobiegów. Przede mną jeszcze daleka droga....

    Pozdrawiam niedzielnie!
    xoxoxox

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No, ładnie! Bea, ja też jestem z niej dumna! :) Super sprawa! Trzymam kciuki.
      Przede mną też jeszcze daleka droga do maratonu, ale nie poddajemy się! ;)
      Tak naprawdę to nie jestem sfokusowana na wzięciu w przyszłości udziału w maratonie. Na razie biegam, bo lubię. Na luzie. Ale kto wie może kiedyś maraton sztokholmski... :)

      Udanego dnia!

      Usuń
  10. Bardzo fajny blog.
    Ja też biegam.
    Pozdrawiam.
    Iza

    OdpowiedzUsuń
  11. Znam to uczucie! :) Rzeczywiście tej euforii nie da się z niczym porównać. Kolekacja fun run jest fajnym pomysłem!

    OdpowiedzUsuń
  12. Czy biegacze są szczęśliwi? Są. Do pierwszej poważnej kontuzji.

    OdpowiedzUsuń