niedziela, 14 października 2012

KONKURS


Jeśli chcesz wziąć udział w konkursie, w którym nagrodą jest biały, szwedzki konik z Dalarna:

1. Napisz pod tym postem informację jaki jest Twój ulubiony przedmiot w mieszkaniu/domu i UWAGA: prześlij na nasz adres listy@dobreprojekty.com jego zdjęcie. Przesłanie zdjęcia będzie równoznaczne z wyrażeniem zgody na jego publikację na DP-blogu (w poście z ogłoszeniem wyników konkursu).  

2. Wklej baner na swoim blogu (jeśli go posiadasz). Do zabawy zapraszam serdecznie blogerki i blogerów oraz osoby nie blogujące.


Baner do pobrania:


3. Dodaj mojego bloga do obserwowanych.

4. Zostań fanem DP-sklepu na facebooku (jeśli posiadasz tam konto) oraz umieść informację o konkursie na swojej tablicy.

Wygra ta osoba, która przyśle najciekawszy opis i zdjęcie. Zdjęcia zostaną opublikowane na blogu DOBRYCH PROJEKTÓW podczas ogłoszenia wyników 2 listopada.


Zapraszam i życzę powodzenia!

37 komentarzy:

  1. :) Wspaniały konkurs, więc nie spróbować byłoby grzechem...
    Bywa tak, że najciekawsze przedmioty w naszych domach często ulegają zmianie, a to przez metamorfozę, a to przez zakupienie nowego "cudeńka", a to ot tak po prostu...
    Tak właśnie jest w moim przypadku. Od kilku dni w naszych domowych pieleszach zadomowiła się bardzo gustowna "biblioteczka na wino", która samą sobą ozdobiła i odmieniła nasz przedpokój nie do poznania. Nadała całemu domowi charakteru, ociepliła wnętrze i bezpretensjonalnie zawładnęła swoimi właścicielami:))) Na dodatek sprawiła, że goście i przyjaciele sami lgną w nasze progi, bo jakby mogło być inaczej skoro Panna Winiarka jest tak bogata w butelki wina z całego świata, które uzbieraliśmy podczas naszego ślubu... Jest to mebel, który urzeka swoim kształtem, wykończeniem i wspaniałym orzechowym blatem.. Jak dla mnie to spełnienie wszelkich marzeń. Myślę, że bez zastanowienia mogę mianować go najlepszym przedmiotem w domu, ponieważ za każdym razem gdy koło niego przechodzę uśmiech pojawia się na mojej twarzy:) zresztą nie tylko na mojej...:)))))))

    OdpowiedzUsuń
  2. no taka nagroda to bym pluła sobie w brodę jakbym nie spróbowała :)
    mam duzo ulubionych przedmiotów.. poprostu lubie swój dom ;) ale jest jedna taka komoda.. co kupiona była do wynajetego mieszkania.. a potem w nowym M przeszła metamorfozę.. z mahoniowej zrobiła sie biała i gałki zamieniła na gałki bolesławskie..:) lubie ją własnie tej nowej odłosnie( bo własnymi rękoma i efekt super) swietnie dzieli mi wnetrze na "salon" i " jadalnie" i jest glownym tłem do wielu moich blogowych zdjec.. :) Nie umiałabym się już bez niej obejść :) Reszte warunków zaraz grzecznię dopełnię.. :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Wspaniała zabawa:) Kocham mój dom i przedmioty, które się w nim znajdują. Przedstawiam mój kredens- dostałam go od mojej mamy. Niedawno przeszedł gruntowną renowację. Stoi w kuchni, uwielbiam na niego patrzeć:) Bardzo go lubię za wszystko, za to, że jest pakowny, pięknie się prezentuje, za to że jest z nami i zmienia się w zależności od nastroju i pór roku. Jest mój:) Serdecznie pozdrawiam i zapraszam do siebie:)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nad moim ulubionym przedmiotem w domu mogłabym się długo zastanawiać... nawet bardzo długo! Staram się kupować rzeczy przemyślane. Uwielbiam swoje łóżko, na które długo czekaliśmy, by było na prawdę takie, jakie sobie wymarzyliśmy. Uwielbiam mały stoliczek pod ścianą, na którym stoi latarnia od mamy i nadaje wieczorom cudowny klimat, uwielbiam motyla w ramie, który oparty o ścianę stoi na komodzie... Mam też kilka przedmiotów wartościowych, na które długo czekałam... Teraz jednak im dłużej się zastanawiam, tym bardziej dochodzę do wniosku, że najbardziej uwielbiam stół jadalniany. Najprostszy. To jeden z najtańszych mebli w tym domu. To jednak nie ma znaczenia. Ten zwykły stół jest najwspanialszy dlatego, że to właśnie tutaj, w centralnym miejscu naszego mieszkania tętni życie. Stół dzieli kuchnię i tzw. salon. Kuchnia jest mikroskopijna, więc "kucharząc" najczęściej właśnie przy tym stole przygotowuję wszelkie potrawy. Tutaj jemy wspólne posiłki, tutaj prowadzone są najciekawsze rozmowy przy kawie i domowym cieście. Ten najzwyklejszy stół kojarzy mi się z samymi miłymi chwilami. Z rodziną, z przyjaciółmi.. To serce naszego domu. Za to go uwielbiam! :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Witam:) U mnie to stół! Kocham go chociaż nie ma jeszcze 'nóg właściwych' i 'odpowiedniego towarzystwa' w postaci 'krzeseł przeróżnych'. Jest jednak elementem skupiającym życie w domu, jemy przy nim posiłki, odbywamy obrady okrągłego stołu oraz przyjmujemy najbliższych na wieczornych spotkaniach:) No i jeszcze, lubię go za to, że nie muszę się bać, że porysuję blat;)Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. Pytanie: Kasiu, ja obserwuje Twojego bloga przez Google Reader. Czy chodzi Ci o jakas inna forme obserwowania? Nie widze gadgetu Google Friends na Twoim blogu...?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zosiu, wysłałam w tej sprawie do Ciebie maila. Pozdrawiam!

      Usuń
  7. Mój ulubiony przedmiot to Biały Dzbanek z IKEI. A oto jego historia:

    W wielkim niebieskim sklepie, gdzieś pomiędzy regałami wysokimi prawie do nieba, pomiędzy tysiącem mebli, dywanów, obrazów, zestawów pościeli, pachnących świeczek, szwedzkich klopsików, konfitury żurawinowej i tłumów ludzi, wciśnięty w najdalszy kąt działu „Sprzedaż Okazyjna” stał sobie Biały Dzbanek z Obitym Wrąbkiem (Fotka 1). Stał tam już długo, zapomniany, i patrzył jak co i rusz, któryś z jego bardziej urodziwych kolegów, błyszczących nieuszkodzoną emalią, opuszcza sklep w objęciach uśmiechniętych kobiet lub jest unoszony do przytulnego domu przez wesołą rodzinkę.

    Biały Dzbanek z Obitym Wrąbkiem starał się bardzo, aby go ktoś polubił. Odwracał się obitą częścią do ściany i prężył swój zgrabny uchwyt, by wszyscy widzieli, że też jest kształtny i pojemny. Czasem, w desperacji, wystawiał nawet na widok publiczny metkę z ceną obniżoną o 50% w nadziei, że jeśli nie jego uroda, to może choć mniejszy wydatek kogoś skusi. Zdarzało się, że ktoś nawet brał go już do ręki, ale widząc ubytek w białej polewie, odstawiał pospiesznie. Biały Dzbanek z Obitym Wrąbkiem robił się coraz smutniejszy, spuszczał dziubek coraz niżej na kwintę i zdarzało mu się uronić łzę.

    Aż pewnego dnia do sklepu przyszła kobieta, która też czuła się trochę samotna, bo po 20 latach życia za górami i za wielkim oceanem wróciła do domu w Warszawie i jeszcze się całkiem nie odnalazła na starych śmieciach. Miała już skierować się do kasy wielkiego niebieskiego sklepu, gdy coś jej kazało pójść w stronę działu „Sprzedaż Okazyjna”. Gdy się tam zbliżyła, od razu zobaczyła Biały Dzbanek z Obitym Wrąbkiem. Podeszła do niego, pogładziła obite miejsce i powiedziała „Właśnie Ciebie szukałam”. Dzbanek się rozpromienił, podniósł dziubek do góry i razem udali się w kierunku kasy.

    Od tego dnia Biały Dzbanek z Obitym Wrąbkiem bierze czynny udział w życiu rodzinnym kobiety zza oceanu: pomaga gotować różowy chłodnik (Fotka 2), uczestniczy w malowaniu mieszkania (Fotka 3) i o każdej porze roku przynosi radość domownikom prezentując sezonowe bukiety (Fotki 4 i 5). Sam też jest uśmiechnięty dookoła wrąbka i nawet zaczął być dumny z ubytku emalii. „Jestem VINTAGE” mówi, spoglądając w lustro podczas mycia.

    THE END

    P.S. Zdjecia wysylam mejlem. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  8. Mój ulubiony przedmiot to obraz. Towarzyszy naszej rodzinie od pokoleń. Początkowo wisiał w starym domu na wsi z opowiadań babci wiem, że obraz trafił do naszej rodziny jeszcze przed wojną. Później powędrował do centralnej Polski gdzie znalazł miejsce w starej kamiennicy w centrum Warszawy. Ja pamiętam go jeszcze gdy byłam dzieckiem i zawsze wyobrażałam sobie, że gdzieś jest takie miejsce. Niestety jego stara drewniana rama nie przetrwała kolejnych przeprowadzek i tak oto został "oprawiony" w nową, białą ramę pasującą do wystroju kuchni- gdzie teraz w domu moich rodziców zajmuje honorowe miejsce. Ilekroć na niego patrzę wracam wspomnieniami do lat kiedy byłam małą dziewczynką.

    OdpowiedzUsuń
  9. Katarzyno, Kasiu, Kasieńko
    Och, tak bardzo chciałabym mieć białego konika, ale.... chyba będę musiała sobie na niego zarobić. Gratuluję dziewczynom wspaniałych komentarzy i życzę wszystkim wygranej. Szczególnie jeden komentarz powalił mnie na kolana.
    Pozdrawiam bardzo serdecznie i życzę miłego dnia.
    Basia S.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pani Basiu, mnie też :)
      Pozdrawiam serdecznie i życzę udanego dnia!
      W Gdańsku mamy dzisiaj 100% słońca!

      Usuń
    2. Ja też domyślam się już, kto jest faworytem tego konkursu :)

      Usuń
    3. Malinko, do końca konkursu jeszcze aż 16 dni. Na dzień dzisiejszy nic nie wiadomo. Czekamy! :)
      Pozdrawiam serdecznie!

      Usuń
    4. Oczywiście masz rację Kasiu... ale ja już teraz mam faworyta :) Ciekawa jestem, jakie będą kolejne ulubione przedmioty w domu :)

      Usuń
  10. Tak, nasz stół jest moim ulubieńcem jest to przedwojenny dębowy mebel z małą historią - został sprzedany przez żonę jednego z polskich generałów w czasie II wojny światowej za dwa worki ziemniaków, stał potem gdzieś na strychu i pewnie czekał na nas, gdy go kupiliśmy nie był w najlepszej kondycji i włożyliśmy w niego bardzo dużo własnej, fizycznej pracy w doprowadzenie go do stanu w jakim go dzisiaj mamy.
    Jest pełnoprawnym członkiem rodziny, uczestniczy we wszystkich posiłkach, odrabianiu lekcji czy grze w chińczyka :)) jest rozkładany i dzięki temu wszystkie imprezy odbywają się właśnie z nim w roli głównej.

    OdpowiedzUsuń
  11. Kwiat Lotosu recznie wykonany przez utalentowanych ,craftsmenow' w polnocnej Tajlandji jest moim ulubionym przedmiotem w moim ulubionym miejscu domu-sypialni.
    Umiescilam go nad lozkiem aby sluzyl jako 'headboard'i stanowil centralny punkt tego miejsca.
    W wielu krajach od najdawniejszych czasow byl opiewany przez poetow i od zawsze m.in.stanowil symbol Kobiecego Piekna...
    Dlatego tez nie bez powodu znalazl sie wlasnie w naszej sypialni.Platki Lotosu otwieraja sie z pierwszymi promieniam slonca a zamykaja noca...
    Dzieki niemu,kiedy konczy sie noc a zaczyna kolejny dzien,moge poczuc sie jak On-pieknie i tajemniczo.Gotowa na kolejny dzien:).

    OdpowiedzUsuń
  12. Zglosilam tate, jako ulubione miejsce to nasz DOM a rzecz to nowe lozko rodzicow recznie wykonane przez tate! :) maila wyslalam z kingabojanska@hotmail.com

    polubilam na facebook niestety nie widzie i nie moge znalesc opcji google friends connection nie wiem dlaczego dlatego uzylam opcji "Follow by Email"

    banerek na blogu www.dziewczynaaraba.blogspot.com
    serdecznie pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Lozko drewniane, wykonane recznie wg wlasnego projektu. Tata mial dosc kiepskiej jakosci "sklepowych" lozek i postanowil zrobic je sam. Rozmiar materaca to king size plus rozmiar calej ramy! Musialo byc duze, tata to kawal faceta plus mama no i dwa psiaki! miejsca musi wystarczyc dla kazdego.

      Usuń
  13. To nie takie łatwe wybrać jeden przedmiot.... który??? z tylu innych również ważnych ,przecież większość przedmiotów lubię w naszym domu , który bardziej ... ???hm. Napiszę zatem o naszych małych współlokatorach , którzy mieszkają z nami od dwóch lat. Wszystko zaczęło się od wycieczki do Wrocławia .Cudowne miasto skrywające w zakamarkach kamieniczek krasnoludki . Zakochałam się we Wrocławiu i w tych małych skrzatach. Później wpadła mi w ucho przyśpiewka " Ciemną nocą przez ogródek idzie sobie krasnoludek , dokąd idziesz mój maleńki ........"
    No i pewnego dnia spotkaliśmy się w sklepie. Ich urok był tak silny ,że nie mogłam się powstrzymać przed zakupem jednego …, nie chciałam ich rozdzielać.
    Roman , Boguś i Andrzej przeganiają z naszego domu wszystkie smutki i troski.
    P.S. Oczywiście nasza kolekcja krasnali się powiększa….
    Pozdrawiam serdecznie

    OdpowiedzUsuń
  14. Mój ulubiony przedmiot(y) to konik!
    Koników nigdy dosyć... zbieram, maluję i przemalowuję.
    Koniki chowają się w różnych miejscach i zakamarkach mojego domu.
    Często zmieniają miejsce pobytu.
    Dzieci lubią ich szukać i jest zabawa.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  15. mój ulubiony przedmiot w domu to... nowy stolik, zrobiłam go z mężem ze starej używanej europalety!
    Zabawy było dużo, szlifowanie, malowanie, wybieranie kółek, szlifowanie i wreszcie ozdabianie. Efekt jaki osiągnęliśmy bardzo nas zadowolił.
    Można obłożyć go poduszkami i wyciągnąć na stoliku nogi - kiedy siedzimy na kanapie.
    Mój pokaźny zbiór gazet wnętrzarskich z każdego miesiąca może swobodnie się na nim wylegiwać. Kiedy wylewam herbatę a herbatę wylewam często :D, to nie zalewam całego stołu tylko jeden szczebelek a reszta spada na podłogę.
    Dzieci, które nawiedzają Ciocię mogą na stoliku pojeździć!!!
    Dlatego obecnie to mój ulubiony przedmiot choć duży nieco...

    OdpowiedzUsuń
  16. Moj ulubiny przedmiot to ...białe krzeslo, moze to niezbyt oryginalnie, ale z ikei:) Bardzo je lubie, pasuje mi w koncu do mojego, ze tak sie wyraze - srodziemnomorskiego wystroju pokoju... Dopelnia je poducha z jysk - ups, znowu nie bede oryginalna;)
    nie moge wymienic tylko krzesla, bo bez poduchy jest niepelne;) Poducha dopelnia pod wzgledem wygladu ale przede wszystkim pod wzgledem wygody...bo rzeczy uzytkowe, takie jak krzeslo powinny byc wygodne, nie da sie ukryc;)
    Na tym zakoncze wywod, bo widze faworytke tego konkursu:) i raczej jej nie pobije;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Długo się zastanawiałam, co najbardziej lubię. łatwiej jest mi wskazać czego nie lubię i miałabym ochotę to wymienić.

    Więc jest jedna ozdoba stanowiąca fantastyczne tło dla wielu aranżacji: Okno. Stare okno, z naciągniętą siatką hodowlaną. Stare, z jakiegoś dwora. Odświeżyliśmy sami.

    OdpowiedzUsuń
  18. Jako mala dziewczynka slyszalam legede o motylach ktore na swoich skrzydlach zanosily mazenia do nieba. Calkiem o nich zapomnialam. Ale ta legeda drzemala gdzies w mojej podswiadomosci. Malujac sypialnie pare lat temu przypomnialam sobie o niej. I namalowalam obraz z motylami. Zeby zanosily nasze sny i mazenia do uniwersum . Najwieksze z nich juz sie zprawdzilo. Zaszlam w ciaze chociaz lekarze twierdzili ze nie moge.
    Ten obraz jest moim najulubinszym przedmiotem .
    Chetnie bym wkleila baner na moim blogu ale jeszcze nie potrafie moze poradzisz.
    pozdrawiam .
    Donata

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie mam swojego bloga, nie mam też konta na Facebooku. Jednak skoro i takie osoby mogą wziąć udział w konkursie, to spróbuję...

    Moim ulubionym przedmiotem w domu jest niepozorna kartka pocztowa z motywem świąt wielkanocnych. Kartka została napisana ponad 50 lat temu, ale nigdy nie była wysłana...

    O jej istnieniu dowiedziałam się niedawno, gdy po raz kolejny przeglądałam stare papiery. Jak to możliwe, że nigdy wcześniej jej nie zauważyłam ? A może widziałam, tylko nigdy jej nie odwróciłam ?

    Wiadomość, którą zobaczyłam na drugiej stronie kartki, bardzo mnie wzruszyła...
    Pisał mój nieżyjący już Tato, w imieniu mojej Mamy, która również już dawno nie żyje ...
    Są to zwykłe życzenia z okazji świąt, pisane pewnie do kogoś z rodziny, ale z dopiskiem, że... urodziła im się córeczka – czyli ja !

    Dzisiaj moja ukochana karteczka zajmuje główne miejsce w salonie. Kiedy na nią spoglądam, czuję się szczęśliwa ...

    Wiesia P.

    OdpowiedzUsuń
  20. Kasiu długo się zastanawiałam który przedmiot zaprezentować i padło na maszynę do pisania. Jest to maszyna, która przypłynęła ze mną ze Szwecji, bardzo ją lubię bo to takie moje pierwsze znalezisko. Jak wiesz uwielbiam buszować po szwedzkich czerwonych krzyżach czy wystawkach ale tę maszynę znalazłam przypadkowo wyrzucając śmiecie do takiego magazynu - zsypu. Tam mieszkańcy kamienicy zanoszą różne fajne rzeczy jak komuś coś się spodoba i przyda to zabiera do siebie. Schodzę sobie pewnego pięknego dnia do tegoż magazynu otwieram drzwi a tam stoi ta cudna maszyna o wdzięcznej nazwie Erica. Jest to maszyna z lat 30. 40. XX w. wyprodukowana przez niemiecką firmę Seidel&Naumann. I tak oto do Polski wracałam z maszyną pod pachą ( wtedy jeszcze bez auta) :) Jestem nią zachwycona i tak już pozostanie.
    Pozdrawiam Kasia

    OdpowiedzUsuń
  21. Zwykle po ciężkim dniu z utęsknieniem myślę o filiżance herbaty, która według mnie jest napojem bogów. Mała czarna czy dobre wino zawsze są mile widziane, ale bez herbaty nie byłoby życia na Ziemi:) Moim ulubionym przedmiotem w domu jest zatem czajnik:)

    Pozdrawiam:)

    Fiestolot

    OdpowiedzUsuń
  22. Marzę o tym koniku od dawna :)
    A moim ulubionym przedmiotem jest stary cynkowy dzbanuszek :) Odkąd pamiętam był u nas w domu i miał wiele zastosowań :) Ukrywałam w nim swoje małe skarby, czasem służył mi za skarbonkę, czasem do podlewania, a latem jako dzbanuszek na polne kwiaty. Przeszedł już wiele i jest mocno zniszczony, ma wgniecenia które czynią go jeszcze bardziej urokliwym. Czasem dzieci biorą go do zabawy w dom a czasem stoi dumnie na parapecie, w tej chwili mam w nim zapachowe suszki :) Darzę go wielkim sentymentem ponieważ wiele razy pozował mi w martwych naturach, kiedy chodziłam do szkoły plastycznej :) Pamiętam kiedy zmagałam się z jego trudną formą szkicując go wieczorami :)I myślę, że zawsze i w każdym wystroju znajdę dla niego idealne miejsce.
    Pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Rewelacyjny pomysł! Biorę udział ;) moje mieszkano jest prawie puste , jest wiele przedmiotów które lubię i mam dzięki temu przyjemność niezwykłą z obcowania z nimi ;)
    Ale takim niezwykłym i w sumie nie tak dawno otrzymanym przedmiotem jest obraz namalowany przez moją młodszą siostrę. Wyślę go na maila to będzie można podziwiać ;) Sęk w tym ,że kocham białego królika ;) każdego , może to dlatego , że Alicja w Krainie Czarów to moja ukochana bajka i nie potrafię z tego wyrosnąć ?! Nie wiem , wiem, że jak moja siostrzyczka była mała to bazgroliła po ścianach , lepiła z plasteliny ze mną godzinami a teraz jest pięknie malującą nastolatką ;) ten obraz jest dla mnie nagrodą i skarbem za wiele lat miłości uwagi i troski jaką poświęciłam na zabawy plastyczne z 10lat młodszym brzdącem i jak się okazuje warto było ;) Chyba każdy dostrzega różnice w pracy wykonanej ręcznie z miłością, tak naprawdę tylko taki przedmiot ma duszę. Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  24. Witam! Mój ulubiony przedmiot w mieszkanku hmmm... zaraz do tego dojdziemy :)
    Wspomnę najpierw, że początkowo nie planowałem czynnie uczestniczyć w zabawie, ale ten konik nie daje mi spokoju... poza tym widzę, że pierwiastek kobiecy zdominował konkurs i przyda się odrobina przeciwwagi ;)
    Mój przedmiot to ŚWIECZNIK (w ilości 2szt.)zdobyty 3 lata temu podczas dwudniowego wyjazdu na święto królowej do Amsterdamu (30 kwiecień). W tym dniu cała Holandia się bawi, wszystko dookoła przybiera pomarańczowy kolor, a ludzie wylegają przed domy, gdzie sprzedają niepotrzebne im przedmioty. Jest to dzień bez podatków, więc nie trzeba mieć działalności handlowej czy pozwoleń - zasada jest taka, że zarobione w ten sposób pieniądze przepuszcza się w knajpach pijąc zdrowie monarchini i bawiąc się do rana (polecam wycieczkę w tym dniu).
    Świecznik wypatrzony wśród wielu rupieci gdzie stał niepozornie i od razu ta dziecięca myśl MUSZĘ TO MIEĆ. Okazja: wynegocjowane 4 euro za 2 sztuki. Dodam, że dla mnie i mojej połowy to nie jest tylko świecznik - gdy zapali się płomień przypomina świetlika złapanego do butelki ;) i tak je zawsze przedstawiamy znajomym jako ŚWIETLIKI ZŁAPANE DO BUTELKI.
    Nawet jeśli nie wygram to chętnie je pokażę!
    p.s. jeśli ktoś rozpozna z jakiego może być sklepu lub kto jest projektantem to proszę o info.
    Pozdrawiam
    Piotr

    OdpowiedzUsuń
  25. dlugo myslałam o Twoim konkursie Kasiu i nie mogłam się zdecydować...bo...ciężko mi znaleźć tę jedyną ulubiona rzecz...ale...jakiś czas temu urządzając swoją pracownię i buszując po piwnicy taty (to jest dopiero skarbnica!) znalazłam starą warsztatową skrzynkę z szufladkami. Pierwotnie tato trzymał w niej śruby, nakrętki i inne potwornie usmarowane akcesoria. Wiele lat wiernie służyła w pracy, potem zawędrowała zapomniana do domu. Miałam ją malowac odswieżać, ale kiedy stanęła przez chwilę na niurku ze starych desek została tam już na zawsze w starej formie - ze sladami po narzędziach, kółkami po puszkach z farbą...:) Oczywiście porzadnie ją tylko wymyłam (co przy 30 malutkich szufladkach było drogą przez mękę, dłuuugą drogą). Teraz cieszy moje oko codziennie, a jej surowy klimat przełamują kolorowe wstążeczki, które zamieszkały w szufladach. metalowe scianki służą też za magnes dla pojemników z guzikami i innymi krawieckimi akcesoriami...uwielbiam moją prawdziwą industrialna mini-szafkę:)

    OdpowiedzUsuń
  26. Witam,
    Uwielbiam koniki, uwielbiam, a ten tutaj do zdobycia jest cudowny!Oj bardzo chciałabym takiego.
    Dla mnie zgłoszenie swojego udziału ma wymiar szczególny, gdyż mieszkam obecnie w wynajętym mieszkaniu (w obcym kraju...)co oznaczało i oznacza ciągłe zmiany/przeróbki itp tak abym mogła tutaj dobrze się czuć, mieć klimat jaki lubię, a nie do końca jest to takie proste.... ale, ale jako pierwszy w moich myślach jako przedmiot itp, który mogłabym zgłosić pojawił się pomysł mojej ozdóbki, która wisi na ścianie w sypialni tuż przy drzwiach wejściowych i myślę idealnie wpisuje się w klimat jaki próbuję stworzyć w tym mieszkaniu i może nie jest niczym szczególnym, ale ...mocno cieszy oczy, tworzy fajny klimacik z stojącą tez tutaj komodą i innymi dekoracjami w tym teelajty, latarenka, gałązki modrzewia. I już mam nowe światełka i szyldzik na zbliżający się adwent... Zdjęcia jeszcze przed świątecznym muśnięciem wysyłam mailem. pozdrawiam serdecznie z raczkującego bloga lucy-sweethome.blogspot.de (niestety nie umiem wstawiać banerków itp)
    Mam wielką nadzieję, że na Twoim blogu będzie można zobaczyć zdjęcie nie tylko zgłoszenia, które wygra, ale też inne, interesujące projekty itp

    OdpowiedzUsuń
  27. Grudzień 2008r. Był to ciężki czas w moim życiu.

    Po trwającym 1,5 roku wyczerpującym remoncie wprowadziłam się w końcu do swojego pierwszego, własnego, wymarzonego mieszkania. Jednak nie przyjęło mnie ono z otwartymi rękami. Zamiast ulgi i odpoczynku, ogarnęło mnie w nim ogromne poczucie lęku. Płoszył mnie każdy nieznany odgłos, stuknięcie, spałam czujnie,krótko, jak królik i koniecznie przy zapalonym świetle. Byłam niedospana, przemęczona.
    Dwa tygodnie później udar mózgu, jak zły czarnoksiężnik, zamienił mojego 76-letniego Tatę w totalnie bezwładną roślinkę. Do tego całkowicie świadomą. To mnie dobiło. Runął mój poukładany świat. Kiedy jednak po kilku dniach od udaru Tato wyrwał sobie sondę do karmienia, wiedziałam, że będzie walczył. Wiedziałam, że zrobię co tylko będę mogła, żeby go w tej walce wspierać. Na początek razem z Mamą i Siostrą przejęłyśmy Jego karmienie, aby pielęgniarki znów nie założyły mu sondy.
    Tego dnia, po pracy, idąc szybkim krokiem do szpitala, bo już była pora kolacji, mijałam właśnie sklep z meblami i drobiazgami indyjskimi. Poczułam wtedy na sobie przenikliwy wzrok. Zwolniłam odruchowo, zajrzałam przez wystawę i ... przeszedł mnie dreszcz. Na wysokości ok. 2,5 m nad podłogą wisiały na ścianie i "patrzyły" na mnie ogromne przymknięte Oczy Buddy, wyrzeźbione w kawałku zabarwionego na mahoń drewna. Jak się potem okazało, miały wymiary 30x100 cm! Po chwili totalnego osłupienia weszłam do sklepu i spytałam o cenę, choć i tak wiedziałam, że teraz na pewno nie będę mogła sobie na ten zakup pozwolić.

    Po powrocie ze szpitala myśl o Oczach Buddy nie dawała mi spokoju. Czułam, że jest w nich jakaś MOC, która mnie do nich przyciąga jak magnes. Znalazłam nawet idealne miejsce w mieszkaniu, jakby nieświadomie przygotowane właśnie dla Nich. W moim wąziutkim, zaledwie metrowym przedpokoju, nad wejściem do łazienki, naprzeciw drzwi wejściowych.

    Na drugi dzień stał się cud! Okazało się, że dostałam Premię Świąteczną! Szok! Kolejny raz przeszedł mnie dreszcz! Jasne było, na co ją przeznaczę.!
    Po drodze do szpitala oczywiście kupiłam "moje" Oczy! Byłam taka szczęśliwa! Trzymając je pod pachą miałam wrażenie, że świecę. Czułam, że teraz jestem w stanie przenosić góry, że Tato wyzdrowieje, ja się wyciszę, że wszystko będzie dobrze. Jakby to była czarodziejska różdżka, a nie kawałek drewna. Oczywiście Oczy "poszły"ze mną do szpitala, czym zwracałam tam powszechną uwagę. Kiedy je położyłam na łóżku Taty, zaczął się śmiać. Pierwszy raz od dnia udaru! Taaaaakkk.... Nie każdy ma taka stuknietą córkę, która chodzi z Buddą na wizyty do szpitala. :)

    Kiedy Oczy Buddy zawisły w moim mieszkaniu poczułam w końcu, że to mój DOM. Poczułam się BEZPIECZNIE, zaczęłam dobrze sypiać, przestałam reagować lękliwie na wszelkie odgłosy. Są teraz moim domowym amuletem i talizmanem jednocześnie.Jako że są skierowane swoim zamkniętym spojrzeniem na drzwi wejściowe, strzegą mnie i mojego domu. Nie wyobrażam sobie, że mogłoby ich tu nie być.

    Luty 2009r. Mój Tato wyszedł ze szpitala na własnych nogach........

    Uffff.... Zdążyłam.... :)
    Pozdrawiam :)
    e_szeweria

    OdpowiedzUsuń
  28. Mieszkanie wynajmuję, więc moje jest tylko to, co do niego wniosę. Drobiazgi, ozdóbki, figurki i obrazy. Moim najlepszym przyjacielem jest drewniany ludzik, którego kupiłam w komplecie z ołówkami do szkicowania. Zaprzyjaźniliśmy się bardzo. Mój pinokio zmienia się wraz ze mną. Gdy jestem smutna, i on pochyla sylwetkę, podnosi się, gdy się rozchmurzam. Zajmuje honorowe miejsce w centrum mieszkania na parapecie i obserwuje domowników, widoki za oknem.

    OdpowiedzUsuń
  29. A ja o moim przedmiocie dopiero dziś. Długo zastanawiałam się co to takiego. Potem stwierdziłam ,że chyba nie mam jeszcze swojego ulubionego , jedynego, przedmiotu.
    Ale dziś raniutko mnie olśniło.
    Przedmiot jest kultowy. Przywieziony przez mojego Tatę jeszcze z Czechosłowacji (!!). Oryginalny i ponadczasowy. Niezastąpiony towarzysz Świąt Bożego Narodzenia i ogólnie rzecz biorąc sezonu na okrągłe cytrusy. :)
    Nie widziałam go nigdzie indziej. Nie można go dokupić, odkupić. Wszyscy pilnują go jak oczka w głowie, bo właśnie jest chyba takim prawdziwym ulubionym przedmiotem w naszym domu.
    Każdy kto do nas przychodzi i ma akurat chrapkę na grejpfruta albo pomarańczę, zawsze o niego pyta. Wszystko świadczy więc o tym ,że jest to niezastąpiony, ulubiony przedmiot. A mowa o obieraczce do cytrusów . ;D
    Tak, tak. :D Obieraczka do cytrusów jako ulubiony przedmiot :)
    Niepozorna, a jednak. Za pomocą jednej strony nacinamy skórkę, by za pomocą drugiej ładnie usunąć skórkę z owocu.
    Patrząc na to z zewnątrz jest to mały fenomen. Bo nie można obrać tak normalnie , za pomocą noża ?! No niby tak. Ale u nas urosło to do rangi pewnego rytuału, i wcale tego nie wyolbrzymiam. Bo u nas jak masz ochotę na okrągłego cytrusa , używasz pomarańczowej obieraczki i już. Z całą pewnością ją uwielbiamy ;)

    OdpowiedzUsuń
  30. Ja tak troszkę na ostatnią chwilę...czas tak szybko leci.
    Nie mogłam się zdecydować...mam tyle ulubionych przedmiotów w moim mieszkaniu. Ale wygrywa tu KOMINEK...znaczy sie namiastka kominka. Niestety z powodów technicznych nie mogłam sobie pozwolić na taki z prawdziwego zdarzenia...z prawdziwym ogniem i strzelającymi iskrami. Ale podpatrzyłam w jednej z gazet taką 'atrapę'. Niestety te dostępne w sprzedaży były zbyt fikuśne albo zbyt drogie...nic nie mogłam dopasować. Więc narysowałam na kartce papieru ,mój wymarzony' i moooocno uśmiechnęłam się do mojego taty:-). Znaleźliśmy w piwnicy elementy starej meblościanki z lat 80-tych z których wycieliśmy poszczególne elementy i tak powstał mój kominek. Tata wszystko poskręcał, mi pozostało szpachlowanie i malowanie. I chyba dlatego tak lubię ten kominek, że powstał z niczego;-)a przy tym była dobra zabawa...a po wszystkim ogromna satysfakcja.

    Pozdrawiam,
    Kasia

    OdpowiedzUsuń
  31. Upalne lipcowe popołudnie.

    Powietrze było ciężkie i duszne.
    Wilgotne od nocnego deszczu.
    Wokół unosił się zapach zbliżającej się burzy.

    Rytm miasta pulsował lekko.
    Niespiesznie.
    W zwolnionym niedzielnym niemiarowym tempie.

    Wróciłam do mieszkania pełnego pudeł, nierozpakowanych toreb,
    I szarych kartonów wypełnionych książkami.
    Pusto. Smutno. Nieswojo.

    Z torby wyciągnęłam cztery białe ceramiczne f o r e m k i.

    Nim niebo zagrzmiało, zabłysło i zasnuło się granatowymi chmurami,
    moje nowe mieszkanie po raz pierwszy wypełnił zapach ciasta.

    Poczułam, że jestem w domu.

    Bo dom to zapach ciasta.
    Dom to smak czarnej mocnej herbaty i niekończących się rozmów.
    Dom to muśnięcie najprostszego szczęścia.

    OdpowiedzUsuń